Powrót
Imladris
Imladris - GGFF


III Imladris
czyli małe jest piękne


Lubię jeździć na te konwenty, na które mnie imiennie zapraszają - nie tylko z miłości własnej, ale dlatego, że wtedy organizatorom najwidoczniej zależy na mojej obecności. Oczywiście w takim przypadku czuję się zobowiązany nie tylko do przygotowania obszernego referatu, ale także do aktywnego udziału w wystąpieniach innych.
Ferment intelektualny: Pawlak i MSH Generalnie na wszystkie konwenty jeżdżę nie tylko dla pofermentacyjnego chmielu, ale głównie dla szczególnej atmosfery fermentu intelektualnego, którą warto smakować również, a może przede wszystkim, na wspólnych spotkaniach prelekcyjno-dyskusyjnych.

Zostałem więc zaproszony na IMLADRIS '99 - III Krakowski Weekend z Fantastyką "U progu nowego tysiąclecia". Jest to niewielki, ale bardzo sympatyczny konwent z rodzaju "intelektualnych" albo "merytorycznych" (podobny profil ma np. katowickie Seminarium). Rzecz polega na tym, że istotą imprezy był bogaty i ciekawy program wykładów, prelekcji i dyskusji, a równolegle odbywały się sesje gier fabularnych. Naprawdę nie sposób było się nudzić, bo zajęcia trwały bez przerwy od rana do późnego wieczora, i wszystkie były naprawdę interesujące (choć niektóre bardziej).

Jeszcze przed prelekcją Imprezę otworzył referat Tomasza Majkowskiego i Jakuba Janickiego pt. "Wizje przyszłości w literaturze XIX i pocz. XX wieku". Chłopcy z werwą opowiadali, co się nie sprawdziło, i cytowali bardzo piękne archiwalia. Werwa ich była tak wielka, że nie zostawili nawet minuty na dyskusję, a chciałem wtrącić to i owo. Przede wszystkim nieadekwatne było porównanie uzyskiwania informacji "z drugiej, trzeciej, a najlepiej dziesiątej ręki" ze współczesnymi cytowaniami naukowymi (ha, odezwał się we mnie stary belfer!). W nauce chodzi o to, aby wyniki były weryfikowalne, i dopiero gdy zostaną sprawdzone przez innych, uzyskują rangę faktów. Po drugie, wiedza jest kumulatywna, i cytowanie tych, którzy zbudowali nam rodzaj schodów do bieżących eksperymentów, jest nie tylko konieczne, ale stanowi właśnie informację "z pierwszej ręki".

Potem Zbigniew Dworak terraformował planety najbliższe Ziemi, i czynił to w bardzo ciekawy, a jednocześnie przystępny sposób. Optymistycznie w ciągu kilkuset lat przemienił pustynnego i praktycznie pozbawionego atmosfery Marsa w kwitnącą oazę, gotową do zasiedlania, natomiast dla Wenus zarezerwował aż kilka tysięcy lat, bo to niezwykle trudny w obróbce glob, któremu trzeba nie tylko zmienić nachylenie osi, ale także prędkość obrotu wokół niej, nie mówiąc już o zamianie kwasu siarkowego na tlen.

Nawiązanie kontaktu ;-) Kolejny prelegent, Mirek Jabłoński, analizował spełnione i niespełnione prognozy literacko-naukowe z lat 60-tych. Jak zwykle, nawiązał bardzo bezpośredni kontakt z publicznością, rozpoczynając opowieść od opisu swojego kaca-giganta, który jednak w najmniejszym stopniu nie utrudnił mu prowadzenia jakiegoś niegdysiejszego referatu.

W sobotę cykl spotkań zainaugurował Piotr Lech swoim spotkaniem autorskim, na którym dyskutowaliśmy również o całej polskiej fantastyce i jej odbiorze przez fanów. Wykład nt. telekomunikacji XXI w., prowadzony przez kilku uczonych mężów, opuściłem z prozaicznych powodów - musiałem napić się kawy. Ogólna uwaga do organizatorów: warto chyba wprowadzić przynajmniej dwie krótsze przerwy na kawę i jedną dłuższą na obiad, zwłaszcza jeśli wszystkie prelekcje są tak interesujące, jak to było na IMLADRIS.

Kolejnym prelegentem był niżej podpisany, który ujawnił słuchaczom swoje rozterki, wynikające z modnego ostatnio, ekstrapolacyjnego rozumienia nanotechnologii, opowiadając o mikrotechnologii i chemii konstrukcyjnej (terminy własne, nie ma co wertować encyklopedii, za to czytajcie "Feniksa"). Z audytorium padło ciekawe pytanie: czy mikrorobaczki medyczne, penetrujące nasze jelita, nerki i serce, będą jednorazowego użytku? To zabiło mi klina, bo problem jest trudny - jak zwykle zresztą, gdy chodzi o modus vivendi między kosztami a komfortem czy bezpieczeństwem.

Sztuczna inteligencja kontratakuje
Dalej było o chaosie uporządkowanym, czyli epidemiach i korkach ulicznych. Temat sam w sobie ciekawy, wygłoszony jednak w akademickim, surowym stylu.
Następnie Romek Pawlak przedstawił swoje widzenie różnych koncepcji filozoficzno-naukowych, a także przypomniał, jak długa jest droga od odkrycia do powszechnego zastosowania. Z Bogusławem Polchem nie mogłem zapoznać się z prozaicznych, wyżej wymienionych względów (za to zjadłem obiad w towarzystwie Joanny Zielińskiej), natomiast wysłuchałem wykładu Ryszarda Tadeusiewicza o sztucznej inteligencji. Prelekcja była znakomita, wszak prowadził ją doświadczony profesor-dydaktyk, lecz czułem lekki niedosyt - znów za krótko trwała dyskusja, i nie padło ani jedno słowo o AI, która, jak głoszą niektórzy, może odmienić nasz byt, albo w ogóle nas wyeliminować.


Spotkanie z redakcją Fantastycznie!

W progu przywitałem się i niemal jednocześnie pożegnałem z Rafałem Ziemkiewiczem, bo niestety musiałem już wyjeżdżać. Z tego powodu ominęły mnie spotkania z Rafałem, Huberathem, Komudą, Pawelcem, a także panele o Gwiezdnych Wojnach, robotyce i podsumowujący "W stronę nowego tysiąclecia". Cóż, może następnym razem uda się przyjechać na dłużej.


Z zazdrości obgryzam paznokcie... dinozaura
Wracałem w towarzystwie Marka Oramusa, który na Starówce odłączył się i przepadł w labiryncie kawiarenek, pubów i piwnicznych piwiarni. Kraków żegnał mnie wyjątkowo ciepłą pogodą i pastelowym jesiennym kolorytem, przytłumionym przez zmierzch. Mimo że nie byłem pod wpływem (ostatnio na konwentach modna jest prohibicja), czułem się jak w świecie równoległym.

Na koniec chciałem podziękować organizatorom za zaproszenie na dobry konwent i za miłe przyjęcie, które zgotowali mi m.in.: Rafał Olszowski, Michał Rokita, Maciej Szaleniec i Joanna Tadeusiewicz, a także, last but not least, Szara Eminencja fandomu Dżoana. Do zobaczenia za rok.


Andrzej Zimniak


Powrót