Powrót
Marchołtowe dumki


O perfekcji


Tak zwany fandom roi się od osobników dziwnych, niekiedy dziwacznych, zwłaszcza pośród nas, żeglarzy wyobraźni wiosłujących piórem. Są wśród nas wariaci-alkoholicy w rodzaju Tadeusza R.L. Dudy, ewidentni grafomani (Lech czy Wadwik), są też ludzie opętani obsesją Wielkiej Sztuki, jak na przykład Jacek S., znany mi od paru lat Olszynianin, autor młody i ambitny. Może zbyt ambitny? Napisał kilka niezłych opowiadań, z których żadne bodaj nie poruszyło głębiej tzw. szerokiej publiczności. Z pisarskich dramatów to dramat największy - być dobrym i przemilczanym.

A może przyczyną jest to, że Jacek S. wkroczył na zgubną ścieżkę PERFEKCJI? - też kiedyś na niej byłem, krótko, bom się szybko przekonał, że doskonałość rodzi się z niedoskonałości - dlatego nigdy nie będzie całkowita. Tak jak nie można zamknąć w dłoni cienia, tak nie można osiągnąć PERFEKCJI... Tej prawdziwej, powalającej z nóg tak profanów, jak profesjonalistów. Z nas wszystkich najbliższym jej może jest Sapkowski... cała reszta żeglarzy z góry jest skazana na niepowodzenie, na błądzenie po mrocznych otchłaniach Wielkiej Sztuki. Gna ich naprzód wiara w to, że kiedyś natrafią na Wielką Złotą Rybę Sukcesu.

W gruncie rzeczy trochę mi Jacka S. szkoda... i jednocześnie zazdroszczę mu wiary w to, że zdoła tego dokonać. Jestem bowiem tylko szeregowym galernikiem pióra - kudy mi do takich samotnych wilków morskich, Latających Holendrów trzymających swój obłąkany kurs na oceanie wyobraźni.


Jacek Inglot



Powrót