Powrót
Marchołtowe dumki


Do spiskujących


Siedziałem sobie swego czasu przy barze (Poligon'98 w Nidzicy) w towarzystwie Mirka Jabłońskiego i Andrzeja Zimniaka. Było to tuż po ogłoszeniu wyników plebiscytu, z którego wynikało, że po raz bodaj pięćdziesiąty ósmy za ulubionego pisarza ostał się Sapkowski. Chyba to Jabłoński rzucił wówczas uwagę, że jeśli się czegoś nie zrobi, to facet będzie nam blokował szczyty list bestsellerów co najmniej do połowy przyszłego wieku - co uznaliśmy z Zimniakiem za myśl morderczo trafną. Rada w radę postanowiśmy usunąć gościa z naszej drogi twórczej. Pytanie, jak? Zaczęliśmy od pomysłów prostackich, w rodzaju zatankowania go na śmierć piwem czy też przymusowego słuchania dzieł Przewodasa recytowanych przez autora. Kłopot w tym, że Sapek to zwierz odporny i mógłby te operacje przetrzymać.

W końcu, po odrzuceniu stu innych pomysłów, wpadliśmy na koncept właściwy: oto Zimniak, doktor chemik (jak Faust), wyprodukuje zabójcze, antysapkowe feromony - będą one działały na fanki mistrza od lat szesnastu (co by mu się chyba podobało) do osiemdziesięciu sześciu (che, che). Nasz wieszcz, oblepiony całą dobę gronem adorujących go fanek, o ile od razu nie padnie od ekspolodującego w przysadce testosteronu, to na pewno nie będzie w stanie dorwać się do klawiatury, by kontynuować swą tak nas stresującą twórczość.

Ktoś z was, Bracia moi, mógłby w tym miejscu zauważyć, iż planowany przez nas postępek jest wyjątkowo paskudny, a nawet niemoralny. Odpowiem tytułem powieści Franca Werfela: "Nie morderca jest winien, lecz zamordowany". Nikt nie zabraniał Sapkowskiemu ogłosić, że odchodzi na zasłużoną emeryturę. Zimniak nawet obiecywał, że w takim wypadku skreśli mu te osiemdziesięciosześciolatki.


Jacek Inglot



Powrót