Powrót
Marchołtowe dumki


Na tfu-twórców


Źle się dzieje w naszej fandomowej Rzeczypospolitej Od Morza do Morza - nie tyle może z fanami (których znowu, o dziwo, przybyło), co z tak zwanymi, za przeproszeniem, tfu-twórcami. A to jeden redaktor z Warszawy przekroczył pięćdziesiątkę i ma trudności z adaptacją do wieku średniego, podobnie jak i myśliciel z podtatrzańskich połonin, nie wspominając o łódzkim łowcy wiedźm, którego rozlicznymi kompleksami można by szosę do Białegostoku wybrukować (u mnie z kolei osobnik ów dopatrzył się wyraźnych oznak "fobii vaginalnej") - a i z młodymi nie lepiej, czego przykładem los autora z krainy jezior, cierpiącego na romantyczne histeryzmy i przedwczesną ejakulację. Jeśli ta epidemia SFrustracji się rozszerzy, niedługo i reszta tfu-twórców naszych zapadnie na starcze zdziecinnienie lubo młodzieńcze stetryczenie.

Sytuacja mym zdaniem wymaga środków nadzwyczajnych. Przy Prezydencie Rzeczypospolitej od Morza do Morza trzeba czym prędzej powołać tajny organ - mianowicie Służbę Wizytantek, złożoną z fanek-ochotniczek, młodych (18-20) i nie bojących się żadnej pracy (nie mój to pomysł, ale pewnego chutliwego Peruwiańczyka, Mario Vargasa Llosy, autora arcydzieła pt. "Pantaleon i wizytantki"). Taki SFrustrowany tfu-twórca składałby w kancelarii Prezydenta RodMdoM podanie z życiorysem i uzasadnieniem w trzech egzemplarzach, po czym Pan Prezydent, po zapoznaniu się z wnioskiem (i po ocenie jego zasadności - symulantom zamiast wizytantki należałoby posyłać Harcerza) wydawałby decyzję o przyznaniu obywatelowi tfu-twórcy P., O., I. lub S. wizytantki na, powiedzmy, tydzień - przedłużenie wizyty tylko na podstawie osobnego wniosku!

Zaręczam, że po takim standartowym tygodniu największy abnegat i dekadent odzyska wiarę w swe siły, odbuduje zachwiane męskie ego i odnajdzie nowe motywacje - co zaowocuje fantastyką prężną jak muskuły Terminatora i świetlaną niczym jądro galaktyki. Sursum corda! bracia, nie upadajcie na duchu: pierwsze kandydatki odbywają już szkolenie, studiując pilnie powieść pomienionego Mario Vargasa Llosy. Rychtujcie podania!


Jacek Inglot



Powrót