Powrót
ŚLąski Klub Fantastyki
Pierwszym klubem, który przedstawiam, jest Śląski Klub Fantastyki - we wrześniu 1999 obchodził osiemnaste urodziny. ŚKF jest jednym z najstarszych klubów w Polsce, od lat organizującym imprezy - do najciekawszych należą tematyczne Seminaria.



Ela GepfertPiotr W. CholewaAndrzej Kowalski Piotr Raku RakRyszard BorysArek SrokaMarek GumkowskiJustyna FruńMarcin KruszyMichał JakuszewskiKarolina StopaAgnieszka FulińskaMałgorzata PudlikBarbara MietłaDorota ŻywnoAgnieszka SylwanowiczNatalka MłynarzTadeusz OlszańskiPaulina BraiterMagda Filar

Piotr W. Cholewa
o Śląskim Klubie Fantastyki:

Historia ŚKF zaczyna się na długo przed rejestracją, gdy grupka zapaleńców utworzyła w Bytomiu oddział Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Fantastyki i Science Fiction. Tenże ogólnopolski klub rozpadł się szybko, przyszedł Sierpień, fantastyka zeszła na dalszy plan (mimo zupełnie fantastycznej sytuacji w kraju). Jednak Piotr Kasprowski, późniejszy OŻW (skrót ten oznacza "Oby Żył Wiecznie" i jest tytułem nadanym mu przez wiernych klubowiczów) zjawił się pewnego dnia u Andrzeja Kowalskiego z propozycją pomocy w organizacji Klubu Fantastyki. Andrzej przekonał go, nie bez trudu, że powinno być odwrotnie: to on pomoże Piotrowi. Tak też się stało.
Zebranie założycielskie odbyło się w gościnnych salach Uniwersytetu Śląskiego (Katowice, ul. Bankowa 14, sala 228 - podaję adres, gdyż do tej pory nie wmurowano tam tablicy pamiątkowej), a 18 września 1981 roku Śląski Klub Fantastyki został uroczyście wpisany do odpowiedniego rejestru w katowickim Urzędzie Miejskim. Szybka decyzja była m.in. wynikiem wsparcia moralnego ówczesnego szefa Wydziału Kultury, pana Rajmunda Hanke, który po krótkim flircie z fantastyką poszedł w dyrektory. Pomagał nam zresztą jeszcze wielokrotnie i obecnie jest Członkiem Honorowym ŚKF.

Szczęśliwym przypadkiem dostaliśmy lokal (ruderę, jak niezbyt oryginalnie, acz adekwatnie określiła go Agata, córka OŻW Kasprowskiego, wówczas już Prezesa). Temi ręcamy wzięliśmy się do remontu. Stan wojenny zastał nas w samym środku robót. Pamiętam, 15 grudnia 1981 roku, niepewny, czego oczekiwać, przyszedłem do Klubu. Na drzwiach wisiały zerwane plomby, a w środku siedział (na fotelu) Prezes. Powitał mnie hasłem: Jakiś tuman pozalepiał nam zamki. Zerwałem draństwo, ale całe klucze mam ubabrane klejem. Potem otrzymaliśmy zgodę odpowiednich organów na prowadzenie prac remontowych. działaliśmy dalej, mimo pewnych ubytków kadrowych (niektórzy koledzy wyjeżdżali na wypoczynek do gustownych ośrodków odosobnienia).
Zaraz na początku 1982 postanowiliśmy zrealizować podstawowe zadanie każdego klubu i wydać fanzin. Po mianowaniu Wojtka Jarosa naczelnym i wybraniu nazwy (wzruszająca oryginalnością Fantastyka) fanzin ujrzał światło dzienne (tak się mówi, chociaż akurat był wieczór). Prezes nie był zadowolony. Złośliwi twierdzą, że to dlatego, iż Fantastyka nie zawierała ani jednego jego tekstu, choć zamieściła sporo opowiadań weteranów OKMFiSF. Dlatego wkrótce potem pokazał wszystkim jak powinien wyglądać fanzin i wydał (praktycznie sam) Robota. Po tych doświadczeniach ruszyły Fikcje (nazwa Fantastyka okazała się zajęta przez kogoś innego). Fikcje egzystowały długo, stale borykając się z problemami druku (mieliśmy wtedy czym płacić, ale nie mieliśmy drukarni; teraz pewnie byłoby na odwrót).

Na początku 1983 roku nawiedziłem swój pierwszy konwent (w Poznaniu) i po raz pierwszy zamieszkałem w jednym pokoju z Piotrem Rakiem. Tak już miało zostać na długo. W tym mniej więcej czasie zaczęła się nasza współpraca z Jurkiem Łuczakiem z katowickiej telewizji, twórcą serii programów Poza Ziemią. Wówczas był to jedyny (nie licząc DTV) program o fantastyce - dziś zresztą nie ma nawet tego. Jurek dostał nagrodę Śląkfy jako Wydawca Roku, a Radiokomitet za zdjęcie programu - nominację do Złotego Meteora (o nagrodach poniżej). Nawiasem mówiąc, trafiliśmy jeszcze do telewizji łódzkiej, gdzie Romek Szoka z tamtejszego klubu organizował teleturniej SF. W pierwszej edycji kręcono czołówkę, więc ubrami w gumiaki i białe drelichy (żeby było kosmicznie) tupaliśmy po mostkach reflektorów i jeździliśmy windą, a nagranie tych wędrówek co jakiś czas rozpoczynało Kosmiczny Test. Szło nam lepiej, gorzej, a potem znowu lepiej, aż w rezultacie zremisowaliśmy z klubem wrocławskim w Turnieju Mistrzów. Robert Szmidt (wtedy z Wrocławia) i ja ufundowaliśmy zresztą Puchar Przyjaźni Fandomu - wazonik w cenie 273 zł (starych).
W roku 1984 po raz pierwszy wyjechaliśmy za granicę - na Europejską Konwencję SF EUROCON w Brighton. Z powodu trudności paszportowych wysiedliśmy na Heathrow bez wiz, a tylko z promesami. Immigration Officer po długich wahaniach wpuścił nas wyjątkowo i tylko na tydzień. Zresztą, odprawiał nas przy odlocie. Pamiętał. Na moje grzeczne podziękowanie odparł: Drobiazg. To ja dziękuję, że wyjeżdżacie.

Tegoż 1984 roku zorganizowaliśmy pierwszy konwent w Katowicach. Nazywał się Kino - Wizje przyszłości - był udany. Tyle pamiętam. Rok później nastąpił nasz pierwszy SILCON, czterodniowa impreza trwająca od Bożego Ciała do niedzieli. Wręczono wtedy ŚLĄKFY - nagrody, mające ambicje zostania polską Nebulą. Przyznawane są przez jury powołane przez Zarząd ŚKF, a choć może to nasuwać podejrzenie o brak obiektywizmu, to mam nadzieję, że nie nasuwa.
Mniej więcej rok później pojawił się na zebraniu Zarządu Piotr OŻW Kasprowski z mrożącą krew w żyłach opowieścią. Otóż wybrał się do pewnego prywatnego sklepu, gdzie właściciel - jako jedyny w Katowicach - sprzedawał wylewki do zlewu. Stał sobie w kolejce i rozglądał się bez szczególnego zainteresowania. W sklepie - oprócz wylewek, oczywiście - sprzedawano także przepiękne plastikowe jelenie z rogami. Kto to kupuje? pomyślał OŻW. przecież trzeba pierdolca mieć, żeby coś takiego na ścianie zawiesić. I wtedy - jak u Pomysłowego Dobromira - w umyśle tego światłego męża eksplodowała idea, którą podzielił się natychmiast z nami. Tak powstał Złoty Meteor, nagroda specjalna, przyznawana dorocznie za najbardziej szkodliwą działalność na polu fantastyki. Nazwa nie miała nic wspólnego z obiektem (no, może troszeczkę - nasze jelenie mają złote rogi). Powstała, by niezorientowani laureaci zjawili się po odbiór. Czasem się to udaje, choć rzadko.

Potem szło już jak po szynach (porównanie, jak się okaże za chwilę, odegra tu szczególną rolę). Organizowaliśmy SILCONy, dwukrotnie nawet POLCON (w 1986 gościem był James Gunn, w 1988 John Brunner i Charles N. Brown, wydawca LOCUSA), wyjeżdżaliśmy na konwenty krajowe i zagraniczne (głównie europejskie), przyznawaliśmy nagrody. Aż nadszedł brzemienny w skutki rok 1988. DOKP zdecydowała, że dla dobra Kraju, Sprawy, kolejnictwa i w ogóle, tory kolei regionalnej MUSZĄ przebiegać przez miejsce zajmowane przypadkiem przez nasz Klub. W walce nie mieliśmy szans i przenieśliśmy cały majdan z zacisznej ulicy Mariackiej na mniej zaciszną Damrota. Było to miejsce ponure i jak się okazało po pewnym czasie, aż gęste od włamywaczy. Po czterech akcjach Klub stracił większą część swego ruchomego majątku. Dla odrobienia strat założyliśmy księgarnię i dwa punkty handlu ulicznego. Prezes, jako głowny ajent, zrezygnował z funkcji (by nikt jego i nas nie posądził o tworzenie spółki nomenklaturowej). Na pełnym napięcia Walnym Zebraniu członkowie nadali mu dożywotnio tytuł Honorowego Prezesa, a nowym szefem została Ela Gepfert (jako trzecia prezesica w historii fandomu).
Jej rządy rozpoczęły się od tragedii. Wspomniana już DOKP postanowiła, że wzmiankowane tory położy za nasze pieniądze i w tym celu ustanowiła odpowiedni czynsz (ich był to bowiem budynek). Odmówiliśmy inwestowania w kolej regionalną i ruszyliśmy w świat (znowu) szukać ciepłego kątka. Pierwsze podejście spaliliśmy sromotnie, a to przez nieprzejednaną i bardzo nieuprzejmą postawę pewnej partii politycznej (której skrót kojarzy się nieodparcie z komputerami znanej firmy IBM). Bój zaliczyliśmy dopiero w drugim podejściu i trafiliśmy na ulicę Pocztową (III piętro). Lokal był ciasny, ale własny. Dlatego mocno ograniczyliśmy działalność. Z SILCONu zrobił się SILCONik (w 1990 roku), a potem z wolna zaczęliśmy się znowu rozpędzać. Najpierw były dwudniowe imprezy: jubileusz 10-lecia Klubu i jubileusz 50 numeru klubowego biuletynu Miesięcznik), a potem Seminaria Literackie, które odbywają się regularnie od 1993 roku (tematy to: Fantastyka polska w okresie przejściowym, Czy potrafimy tłumaczyć, Dlaczego piszemy ponuro, Ekologiczne wizje przyszłości, Pozaepickie formy fantastyki, Wojna światów - kobieta i mężczyzna w fantastyce). Na seminaria przyjeżdza około 100 osób.
Niewątpliwie dobiega końca czas fandomowych przemian. Inwazja RPG, potem karcianek, potem kto wie, czego jeszcze, nie wpłynęła na ruch fanów tak bardzo, jak zmiany systemowe. Powstał już Nowy Fandom i Klub jest też trochę nowy. Jak się on rozwinie - nie wiadomo, ale mam nadzieję, że nie zaprzepaści dokonań i pracy naszych Prezesów, którzy Oby Oboje Żyli Wiecznie.


Linki do informacji o ŚKF

Prezentacja Polconu 2001
Seminaria - relacje
Śląkfa - nagroda, laureaci
Polcon 1997 - fotoreportaż
Ślub Natalki - fotoreportaż


Powrót