Spis treści

Arsenał


W powieści "Arsenał" Marek Oramus - znany czytelnikom jako recenzent - z właściwą sobie odwagą i zuchwałością zaatakował jeden z najważniejszych i najtrudniejszych tematów science-fiction - spotkanie z wyższą inteligencją, z nadistotą. Temat karkołomny, z długą tradycją dzieł prawie udanych, podejmujących wielką grę i pozostawiających uczucie niedosytu. "Odyseja kosmiczna" Clarke'a, "Solaris" Lema, "Czarna chmura" Hoyle'a, "Człowiek w labiryncie" Silverberga, "Arena" Browna, że wymienię tylko utwory dostępne polskiemu czytelnikowi. Poruszamy się tu po terenie, na którym wyrastały najdawniejsze mity i religie. Takie spotkanie człowieka - przedstawiciela całej ludzkości z nadistotą to najwyższa próba, egzamin dojrzałości, sąd. To przerzucenie w przyszłość pradawnych mitów o Tezeuszu w labiryncie, o dwunastu próbach Herkulesa, o Percevalu szukającym Graala.

W powieści Oramusa herosem jest kosmonauta Adam Nyad, predestynowany do odegrania swojej roli przez swoją odmienność. Inteligentny, niepokorny, pyskaty, nie poddający się dyscyplinie. Nyad jest jak jeden z tych żołnierzy najlepszych w walce, najgorszych w koszarach. O zamrażaniu ludzi napisano setki utworów, gdzieś tam leży w lodówce Walt Disney i paru innych amerykańskich miliarderów-faraonów, ale nikt chyba nie wpadł na pomysł przechowywania w konserwie ludzi, którzy są niezastąpieni w sytuacjach kryzysowych, a z którymi w normalnych warunkach same kłopoty. Może tacy są ci, którzy hibernują pod Giewontem. (Tylko dlaczego jeszcze nie wyłażą?).
Nyad okazuje się ostatnią nadzieją, kiedy wyprawa spotyka się z jakąś żywą czy sztuczną nadinteligencją, tak potężną, że ludzie nie wytrzymują z nią kontaktu, giną w jej przepaściach z cichym sykiem, jak kiszone ogórki wrzucone do hutniczego pieca. Autorzy wyżej wymienionych powieści na różne sposoby wykręcają się przed niemożliwym zadaniem pokazania tu obcej nadinteligencji. Marek Oramus znalazł rozwiązanie chyba oryginalne. Superintelekt z kosmosu do porozumiewania się z człowiekiem musi wytworzyć łącze operujące dostępnym człowiekowi językiem. Supermózg zwany "Arsenałem" korzysta z materiału, jaki ma pod ręką i porozumiewa się z bohaterem "nim samym", by wreszcie stworzyć jego kopię. Ostateczna konfrontacja i najtrudniejszy egzamin to spotkanie z samym sobą. Obca inteligencja wybierając elementy właściwe psychice Nyada stara się budować z nich pytania, a może i przekazy. Taki przekaz musi być z konieczności metaforyczny, aluzyjny, a więc wieloznaczny i podległy interpretacjom. Jak tekst wyroczni lub tekst religijny.
Nic dziwnego, że po przypadkowych, często nonsensownych odzywkach (Arsenał ucząc się języka "gaworzy") pojawiają się bardziej spójne obrazy świata (groteskowa Utyka), a później fragmenty o charakterze religijnym. Podobało mi się bardzo, że Nyad nie jest abstrakcją Człowieka, że będąc w tym kontakcie reprezentantem ludzkości jest jednocześnie ściśle związany ze swoim miejscem i czasem, jest człowiekiem stąd, z bagażem określonych doświadczeń i skojarzeń. To dobrze, że w momencie spotkania autor uniknął solenności i znalazł miejsce na humor. To również odróżnia "Arsenał" od innych powieści na ten temat. Fantomaty kontaktujące się z Nyadem - ów Heinz Zwei-Drei, Mirinda i Rin-tin-tin udały się Arsenałowi bardzo dobrze i aż szkoda, że trzeba się z nimi tak szybko pożegnać. Tu uwaga: w przeciwieństwie do wymienionych inni bohaterowie powieści mają imiona i nazwiska denerwująco sztampowe. Proszę spojrzeć, jak na ich tle pulsują życiem dwa autentyczne nazwiska występujące w powieści - Marek Oramus i Natan Tenenbaum.

I wreszcie zakończenie, które taki kłopot sprawia autorom powieści fantastycznych. Wybitny, choć mało znany (bo uprawiający pradawną, ale mało popłatną sztukę ustnej krytyki literackiej) Stefan Otceten twierdzi, że o sile powieści fantastyczno-naukowej decydują najlepsze jej fragmenty stanowiące w istocie opowiadania. "Arsenał" kończy się takim właśnie epilogiem - opowiadaniem o powrocie wypalonego, zniszczonego kontaktem Nyada na Ziemię. Tę emeryturę załatwiło mu wstawiennictwo fantomów-łączy, odgrywających tu taką rolę jak niebiańscy litościwi pośrednicy w religiach. Dowód to, że kontakt jednak zadziałał; człowiek został zauważony, skoro wywołał litość. Sam ten końcowy fragment zawiera ładunek, którego starczyłoby może i na osobną powieść. W ogóle książka Oramusa trzeszczy w szwach od nadmiaru materiału, niektóre wątki i postacie potraktowane są skrótowo, konspektowo i pozostawiają uczucie niedosytu. To bogactwo dobrze rokuje na przyszłość.
Powieść "Arsenał" - daleka od doskonałości, miejscami może irytująca podobnie jak jej bohater - jest utworem ciekawym, ambitnym, w którym czuć kłębiące się pod powierzchnią namiętności. W literaturze science-fiction tak łatwo popadającej w konwencje bardzo cenny jest własny, niepowtarzalny głos Oramusa. Opowiadania, które powstały już po "Arsenale", są świadectwem dalszego rozwoju jego pisarstwa. Bardzo jestem ciekaw jego następnych książek.


Lech Jęczmyk

Nowe Średniowiecze?


"Przegląd Techniczny" nr. 6/1986, str. 29