Spis treści
Lądowanie


Fandom, to zjawisko dość niezwykłe, gdyż jest to samoistny związek ludzi, których połączyły wspólne zainteresowania literaturą. Nie jest to zwyczajna grupa hobbystyczna, a bardziej grupa przyjaciół. Encyklopedia Science Fiction Petera Nicholsa podaje zabawny termin, związany z tym rodzajem subkultury: fiawol - akronim od "fandom is a way of life", czyli fandom jest sposobem na życie. Miłośnicy fantastyki spotykają się i dyskutują już od ponad siedemdziesięciu lat.

Ela Gepfert, Śląski Klub Fantastyki

Studenci. Naukowcy. Pisarze. Gospodynie domowe. Robotnicy. Dziennikarze. Uczniowie. Pewnego dnia porzucają uregulowany od lat tryb życia i jadą, czasem kilkaset kilometrów - po to, żeby spotkać się z innymi, podzielającymi ich zainteresowania. Podczas tych spotkań ważna jest tylko obecność ducha fantastyki, nie ma znaczenia to, co zwykle dzieli ludzi - czyli wykształcenie, stan posiadania, wiek i płeć. Są osoby, które przygodę z fantastyką zaczynają po cichu, z zażenowaniem, bo niełatwo przełamać bariery. Są tacy, którzy tylko obserwują przez wiele lat, a potem zostają aktywistami, organizując relaks innym. Są też tacy, którzy już na początku wchodzą z fanfarami w blasku reflektorów - po czym szybko rezygnują. Są skromne mole książkowe i są znani literaci - każdy jednakowo mile widziany i słuchany z uwagą.

SF wyciągnie cię z zaścianka geografii i nawyków, zetknie z serią różnorodnych światów. (...) Żyjesz tu i teraz, ograniczony czasem i przestrzenią, które kiedyś zbiegną się nieubłaganie w jeden punkt - drewniane pudło zagrzebane w ziemi. (...) Nie uciekniesz. Ale jest sposób, by wychylić się poza wyznaczony ci czas i poza miejsce w którym dane jest ci oddychać. Ujrzeć to, co być może, co będzie i co jest tam, gdzie sięgnąć nie pozwalają chemiczne silniki naszych rakiet i słabe teleskopy. To właśnie jest science fiction.

(Tomek Kołodziejczak)

Na początku nie było niczego. Ale już w połowie lat siedemdziesiątych zebrała się grupa ludzi, którzy lubili fantastykę, a nie wystarczały im przypadkowe spotkania podczas buszowania w księgarniach i antykwariatach. Pierwszy klub powstał w 1975 roku i liczył około trzydziestu osób - jednak - ponieważ większe kluby mogły załatwiać lokale, wydawnictwa i pisma - zaczęło się tworzenie ogromnej organizacji od podstaw. Tak powstał Ogólnopolski Klub Miłośników Fantastyki i Science Fiction, który powoli zginął przytłoczony symbolem owych czasów, obrastając w papiery, funkcje, oraz układy z istniejącymi organizacjami młodzieżowymi.

Były to bardzo burzliwe czasy: ćwierć wieku temu ludzie cierpieli na głód fantastyki, a pisma poza obiegiem właściwie nie istniały - można było wydawać tylko biuletyny z okazji kulturalnych wydarzeń. Skrzętnie wykorzystano tę możliwość, wydając tzw. fanziny. Fanzin był towarem rozchwytywanym, choć jego poziom edytorski pozostawiał wiele do życzenia - niekiedy pisemko powstawało "na kolanie", jako zbiór kartek z doklejoną grafiką. W fanzinach debiutowali znani i nagradzani pisarze, między innymi Ewa Białołęcka, Rafał A. Ziemkiewicz. Do dziś przetrwały biuletyny informacyjne: śląski „Miesięcznik" oraz gdański "Informator", które obecnie stoją na daleko wyższym poziomie - a kilka lat temu w Gdańsku pojawił się "Czerwony Karzeł", interesujące półprofesjonalne pismo. Oprócz fanzinów istniały też prawdziwe, prywatne wydawnictwa: ich książki nazywano klubówkami - były to tłumaczenia autorów zachodnich (przeważnie na niewysokim poziomie i z błędami), wyglądające jak niechlujny maszynopis.

Entuzjaści fantastyki polowali zarówno na książki, jak filmy - w klubach straszyły zamazane kopie wideo, nierzadko tłumaczone "na żywo". Ale największym powodzeniem zawsze cieszyły się książki - nowe wydanie "Władcy Pierścieni" Tolkiena miało na giełdzie dwudziestokrotne przebicie. Po kolejny tom antologii "Kroki w nieznane" ustawiała się ogromna kolejka, za to "Niekończącą się opowieść" Michaela Ende można było kupić bez kłopotu... w Pradze Czeskiej.

(...) wtedy wszystko było nakierowane na literaturę, literatura była podstawowym medium. (...) teraz prym wiodą różnego rodzaju gry. Fandom jest mniej rozczytany, książek jest więcej, ale czytelników mniej i ująłbym to tak, że środek ciężkości przesunął się na formy czynnego uprawiania fantastyki.

(Marek Oramus)

Konwenty miłośników fantastyki mają długą tradycję, która przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych. W 1976 po raz pierwszy otarliśmy się o wielki świat podczas poznańskiego III Euroconu - konwentu fanów całej Europy. Kolejne spotkania były imprezami na niewielką skalę, jednak to one utorowały drogę do konwentów, jakie są organizowane do dziś. Szczególnie ciepło wspomina się Dni Fantastyki w Staszowie, Dzierżoniowie, przeglądy filmów fantastycznych w Świnoujściu czy spotkania pod znaczącą nazwą "Orbity Przyjaźni".

Pierwsze ogólnopolskie spotkanie fantastów, czyli Polcon - odbyło się w 1985 roku w Błażejewku koło Poznania - a zorganizował je klub "Orbita". Gośćmi konwentu byli Poul i Karen Andersonowie. Po tym Polconie przyszły inne. Założono, że Polcon powinien prezentować dorobek polskiej oraz światowej fantastyki i będzie konwentem organizowanym przez wszystkie kluby. Na Polconach przyznawana jest Nagroda im. Janusza A. Zajdla, najważniejsza nagroda polskich fantastów (jej pierwszym laureatem w 1986 roku został Marek Baraniecki za "Głowę Kasandry"). Poprzednio nagrodę przyznawało jury wyłonione z klubów, od 1990 głosują uczestnicy Polconu, teraz już na dwie kategorie - powieści i opowiadania. Nagroda ma postać statuetki (autor projektu: krakowski rzeźbiarz Wiesław Bielak) i dyplomu.

Zgodnie z założeniem Polcony rozwijają się coraz bardziej: cechuje je ogromna różnorodność, jest dużo spotkań autorskich, paneli, sesji RPG, gier karcianych, prezentacji multimedialnych, wystaw i konkursów, nie może też zabraknąć filmów (tych, które tworzą kanon sf, czyli "Blade Runner", "2001; Odyseja kosmiczna", "Gwiezdne wojny", oraz najnowszych produkcji). W pierwszych dniach sierpnia odbył się największy europejski konwent fantastów - Eurocon. Co roku gospodarzem imprezy jest inne miasto naszego kontynentu, tym razem organizatorem wybrano Gdański Klub Fantastyki, który należy do największych i najbardziej zasłużonych polskich klubów. Tegoroczny Eurocon połączono z Polconem i Baltconem, dodano mnóstwo imprez towarzyszących - to ostatnie konwenty tysiąclecia!

Zwykle oprócz Polconów odbywa się wiele innych, równie ciekawych konwentów, każdy ma własną specyfikę i wiernych uczestników. Krakowski Krakon z małej imprezy niepostrzeżenie stał się molochem; od kilku lat konsolidując graczy i fantastów. Warszawski Konkret to jeden z najmłodszych konwentów w wojskowym stylu. Arracon jest uroczym spotkaniem z Ziemią Elbląską, konwentem wędrownym. Katowickie Seminarium to prawdziwa uczta dla koneserów - tych, którzy lubią słuchać. Olsztyński Poligon trzy lata temu mianowano "Festiwalem Fantastyki" - i przeniesiono do nidzickiego zamku, który tworzy niepowtarzalną atmosferę. Białostockie Kontury znakomicie łączą elementy literackiej fantastyki z grami terenowymi. Zielonogórskie Bachanalia odbywają się w dniach tradycyjnego winobrania - wtedy główną rolę znakomicie gra Miasto. LOF (Letni Obóz Fantastyki) jest kameralnym, maleńkim konwentem wyłącznie dla koneserów. Inny krakowski konwent, Imladris, coraz bardziej zmienia formułę: ze skromnego spotkania fanów stał się trzydniowym konwentem łączącym zalety seminariów i Krakonów. Gdański Nordcon jest imprezą wybitnie rozrywkową - swą dekadencką atmosferą i maskaradami doprowadza do łez dewotki. Rodzajem konwentów są też spotkania internautów - Ossoricon (co miesiąc w Krakowie) oraz Baryłkon (co tydzień w Warszawie). Wrocław pozazdrościł innym i też organizuje własne konwenty, które jeszcze nie mają konkretnej nazwy.

Fandom polski nie tylko bawi się, ale i nagradza. Oprócz Nagrody im. Janusza A. Zajdla istnieje szereg innych nagród. Krakowski "Dżabbersmok" od dwóch lat przyznaje Golema i Quentina. Nagroda "Rassuna" nazywa się po prostu Nagrodą. Śląski Klub Fantastyki wypromował najstarszą nagrodę polskiego fandomu: Śląkfę, oraz antynagrodę Złotego Meteora (za działalność szkodliwą dla polskiej fantastyki). Na Poligonie są wręczane SFinksy, na Bachanaliach Puchary Bachusa.

W ciągu tych lat powstało wiele klubów, jedne po krótkiej karierze przestawały istnieć, inne coraz bardziej rozszerzały zasięg, skupiając zadowolonych fanów. Do najstarszych klubów należą: Śląski Klub Fantastyki (prezes: Elżbieta Gepfert), Gdański Klub Fantastyki (prezes: Krzysztof Papierkowski) oraz Zielonogórski Klub Fantastyki (wieloletni prezes: Kazimierz Kielarski). To one odegrały wielką rolę w kształtowaniu poglądów i zachowania klubowiczów - nieśmiałe osoby robiły się wygadane, błyskotliwe; odkrywano nowe talenty literackie, zapraszano do dyskusji, a klub zawsze służył radą i pomocą w ciężkich chwilach. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych nadeszła era komputerów, a reakcja fantastów była błyskawiczna: utworzono listę dyskusyjną sf-f oraz szereg pomniejszych list, które powstały z wersji podstawowej. Kilkanaście osób zajęło się amatorskim tworzeniem stron www, które obecnie należą do najefektowniejszych i najciekawszych witryn w Sieci. Można na nich znaleźć podstawowe informacje o imprezach, relacje, sylwetki pisarzy, fanów, fotografie, a nawet fragmenty literatury, która czasem niewiele ustępuje jakością tej drukowanej w poczytnych pismach.

Wszyscy fantaści tworzą coś w rodzaju wielkiej rodziny. Jest to cała plejada indywidualistów: pisarzy, wydawców, tłumaczy, wreszcie zwykłych szeregowych fanów - a każdy z nich bezinteresownie przekazuje innym cząstkę swojej osobowości. To skarb, który można znaleźć bardzo rzadko, więc należy się nim cieszyć... i dzielić.

Joanna Zielińska

Kilka słów do Przyjaciół


Powrót