Powrót Następna strona
But

Późno było, ranek zgoła,
gdym do karczmy tej zawitał,
smutki topić swe u stoła
piwem, lubo okowitą.

Usta ledwie zmoczyć zdążę,
dziewka jakaś obok siada,
chociaż ze mnie żaden książę,
anim nawet nie zagadał.
"Niech se siedzi", dumam sobie,
lecz jej nogę żem obaczył
i już mam pustawo w głowie,
ani śladu po rozpaczy.

Czuję, jak coś we mnie rośnie,
może dusza, choć wypluta?
Rzec coś trza, tak będzie prościej.
"Jakiż numer tego buta?"

Dla każdego inny raj


Powrót