Powrót Następna strona
Przejście przez lustro
Co dzień tędy gdzieś przechodzę,
ot, korytarz jakich wiele -
jakieś lustro, stare krzesło..
tylko cicho, jak w kościele.

Idąc dziś zmęczenie czuję,
siadam więc na krześle sobie,
lecz gdym spojrzał prosto w lustro,
coś pstryknęło w mojej głowie.
Jest ponury i milczący,
jakby miał poczucie winy,
macham ręką na dzień dobry,
może się zaprzyjaźnimy.

Nagle lustra świat wiruje,
chyba jestem tam wsysany,
uśmiechnięty gość zaś mówi:
"Teraz ty pilnujesz bramy.
Szkło się jakby mgłą pokryło,
więc przecieram je rękawem -
lubię w czyste lustra patrzeć,
bo ich wnętrza są ciekawe.

Szukam swego tam odbicia,
ale gdzieś uciekło chyba,
tylko jakiś obcy facet
tam w fotelu odpoczywa.
Siedź i czekaj tu przez wieki
aż cię zmieni jakiś frajer -
wtedy znów w swój świat powrócisz.
Ja odchodzę, ty zostajesz."

Już w rozpaczy gryzę palce,
wtem stróż szarpie mnie za ramię:
"Zbudź się pan, już północ mija,
czas ostatnią zamknąć bramę."

Przejście przez lustro


Powrót